Pokazywanie postów oznaczonych etykietą od siebie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą od siebie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 maja 2009

Pokaż mi swoją torbę a powiem Ci kim jesteś?

Na wstępie gwoli wyjaśnienia: tak Wielki Dzień Toreb był wczoraj, ale co było do przewidzenia zostawiłam zrobienie zdjęcia na ostatnią chwilę, a jak już znalazłam tą chwilę miedzy jednym wyjściem, a drugim, to okazało się, że bateria w apracie rozładowana. Tak więc mam nadzieję, że zostanie mi to dobrodusznie wybaczone. ;)
A myślę sobie, że będzie to dobry moment, żeby powiedzieć coś więcej o sobie (?), jako że ze wszystkim łańcuszków, najlepszych blogerów, dziesięć pytań o tobie i innych rezygnuję, ze względu na nazwijmy to "urazy z dzieciństwa". ;) Mimo to, dziękuje wszystkim, którzy tam mnie gdzieś wyróżniali.
Ale ja tu gadu gadu, a konkretów trzeba.



Zwykle noszę właśnie tą torbę. Właściwie noszę ją prawie zawsze, a co dziwne chyba jeszcze nigdy nie było jej tu na blogu. Rezygnuje z niej tylko wtedy, gdy bardzo rażąco nie pasuje do niczego (w moim mniemaniu, gdybym pytała kogoś o zdanie pewnie nosiłabym ją znacznie rzadziej ;]).

A oto zawartość:



1. Kalendarz studenta UJ-otu- od Siostrzycy, na szczęście i z wiarą, że niedługo będzie się to zgadzało z prawdą.
2. Szczoteczka i mini pasta do zębów- noszę od dzisiaj, bo przekonuje się coraz częściej, że nic nigdy nie wiadomo, a jeśli nie umyję zębów około 15 razy dziennie to czuję się bardzo źle.
3. Ekologiczna torba na zakupy, książki, szmateksowe łowy.
4. Piórnik- jedne "zrób to sam" w moim życiu- po prostu wszyłam zamek do baletki.
5. Książka- szkoła i życie nauczyło mnie, że zawsze może zdarzyć się wolna lekcja, a autobus być dopiero za pół godziny.
6. Woda- bo aby być zdrowym, trzeba pić jej ileś tam litrów dziennie.
7. Portfel- bardzo stary, cóż w myśl zasady, że szczytem głupoty jest kupować portmonetkę za ostatnie pieniądze od dawna chodzę z tym brudasem.
8. Okulary
9. Ulotki, bilety- bo przecież wszystko może się przydać!
10. Szczotka ze stłuczonym lusterkiem- przeglądam się w nim i w nosie mam przesądy.
11. Pudełko na soczewki- tak, bo ja z tych, którzy co rano widza świat we mgle.
12. Pomadki- dwie, bo któraś w końcu i tak się zgubi
13. Guma- jeśli nie ma możliwości zaspokojenia dziennej dawki mycia zębów, to jakoś trzeba sobie radzić.
14. Telefon- tak, w tym uroczym stworzeniu mieszka moja komórka.

W ten właśnie sposób otrzymaliście stos niepotrzebnych informacji o mnie. Na zdrowie! :)

niedziela, 17 maja 2009

Trzy kolory.

Wiem, nie jestem ubrana supermodnie. Ani nawet szczególnie ekstrawagancko. Ale ponieważ wyznaję zasadę, że należy ubierać się, tak jak się czuje to tak wyglądam- wesoło i kolorowo. Nie dbając, czy komuś się podoba, nadmiernie eksploatuje ostatnio trzy kolory- niebieski, czerwony i biały. (I nie, chodząc ulicami nie nucę pod nosem Marsylianki.) Do tego obijam się po trzepakach, kinach, klubach, parkach, przesiaduje ze słodką karmelową kawą (polecam, pyyycha!), czytam książki na które nie było czasu od tak dawna. A kupienie sobie na dworcu książki stało się dla mnie nagle symbolem wolności- nie, już nie muszę w pociągach zakuwać kolejnych dat. Już nie muszę nic. Robię co lubię. Jest tak dobrze.








spódnica, bluzka- szmateks
trzewiczki- Enjoy, Allegro (słuszna nazwa sklepu ;D)
rajtki- element najlepszego na świecie prezentu urodzinowego, dalsze elementy nastąpią
torba I <3 KR- Sukiennice

Zdjęcia- Siostrzyca

środa, 8 kwietnia 2009

Uciekam na trochę.

Jest we mnie coś takiego, że jeśli nie roztrąbię na wszystkie strony świata, że coś robię, że się do czegoś zobowiązałam, to marne szanse, że się wywiąże. Może to kogoś dziwić, ale to jedyny sposób dla mnie na pokonywanie samej siebie, własnego lenistwa. Dlatego owszem, mogłabym nie dodawać tu nic przez najbliższy miesiąc, mogłabym nigdzie nie komentować i pewnie mało kto zwróciłby na to uwagę. Ale jeśli napiszę to tu i teraz otwarcie, może mnie to zmobilizuje, aby w wyszukiwarkę nie wpisywać: polskie-szafy.... Ze mną trzeba radykalnie. ;)
Bo- tak, jestem uzależniona. Choć tu nie dodaje zbyt dużo, to mnóstwo czasu spędzam na przeglądaniu blogów wszelakich. A zwyczajnie nie mam już czasu na to, żeby sobie pozwalać na parogodzinne nasiadówki przy komputerze.
Tak więc w imieniu świadków zobowiązuje się ograniczyć używanie internetu do minimum, co wyklucza oglądanie blogów (bo potem od jednego do drugiego i dwie godziny poszły!) i aktualnie prowadzenie tego.
Mam nadzieje, że wezmę się ostro do pracy, bo mam przed sobą wyzwań kilka! Trzymajcie kciuki, a ja jak najszybciej postaram się wrócić. :)

PS- a jak zobaczycie, że gdzieś dodaje komentarze, to bijcie po łapach!

niedziela, 8 lutego 2009

Ogień na lodzie z malarzami w tle.






Korzystając z pięknej jednodniowej wiosny, wybrałyśmy się z Marzymską na spacer. Zamarznięte jezioro, cisza, spokój, słońce. I ja- zupełnie kontrastująca. Jak to określiła Marzymska- z oddali wyglądało, jakby coś się na jeziorze paliło (całe szczęście, że lód pod moimi nogami nie stopniał). Ale kiedy widać słońce lubię słoneczne kolory. Ubranie zainspirowane modą na długie swetry/długie płaszcze + krótkie spódnice + kolorowe rajstopy. W każdym razie, obrazek jak u impresjonistów. A co się ich tyczy, to ubrania inspirowane są także malarstwem. Malunek wykonany na bluzce to kopia obrazu Van Gogha pt. "Krzesło". I torba, z "Pocałunkiem" Klimta. W moim pokoju można znaleźć jeszcze wiele z obrazami takich jak kubek, kalendarz, podstawki, zakładka. Otaczam się takimi przedmiotami, bo po prostu przepadam za tymi dziełami,uważam je za piękne, a pięknem lubię się otaczać. (Bałagan w pokoju pomińmy milczeniem). Ale... zastanawiam się, czy nie jest tak, że takie przedmioty stają się zbyt popularne? Czasem udzie kupują kubki z Klimtem, parasole z Van Goghiem i fartuszki kuchenne z Degas, nie wiedząc nawet, co to za dzieło, co to za malarz. Czy sztuka nie staje się przy okazji tylko fajnym wzorem na koszulkę? I po co odwiedzać galerie, skoro można kupić sobie tyle ładnych przedmiotów z dziełami sztuki? Czy zamiast popularyzować, to nie szkodzi?

Bonus:

mistrzowie drugiego planu: panowie ryby łowią:



i oni z nami byli(meksykanie ;D):


płaszcz:Zara
spódniczka: H&M
t-shirt: jakiś stary, pomalowany przez Jerzynę
rajstopy:stragan
sweter: H&M
buty:Zara
kolczyki:prezent
szalik:New Yorker
torba: This&That

poniedziałek, 2 lutego 2009

Czerwonej podwiązki nie pokażę!

Jeszcze nigdy w życiu nie spędziłam tyle czasu na poszukiwaniu jakiegoś ubrania(choć wiele razy spędzałam długie godziny upierając się że znajdę np. fioletowy płaszcz). Ale wiadomo, studniówka jest raz w życiu! A bez całego tego zamieszania wokół sukienek, torebek i fryzur, byłaby pewnie kolejną zwyczajną imprezą. Ja, co do mojej kreacji miałam oczekiwania bardzo konkretne- miała być fioletowa i (co nie powinno dziwić)mieć kokardę. Przeszukiwałam sklepy, przetrząsałam allegro, a tam nic, tylko błyszczące, balowe i na kole. W końcu znalazłam, po drodze załamałam się bo w sklepie tylko rozmiar 42, wmieszałam w ciemne interesy siostrę, ta upolowała w Krakowie et voilà!
Jeśli chodzi o przygotowania to zlekceważyłam wszystkie zalecenia Jolanty Kwaśniewskiej(oglądało się przy prasowaniu obrusów): nie wyspałam się, bo noc przed spędziłam w autokarze, jako że studniówkę miałam 3 stycznia, a sylwestra spędziłam tam.
Po drugie, nie miałam wcześniej wszystkiego przygotowanego, bo torebkę kupowałam w dzień balu. A po trzecie zamiast zrobić listę rzeczy do zrobienia, wszystko działo się szybko- bo oczywiście trzeba było obejrzeć odcinek SATC ("honey, you're a model!"), a ksiądz musiał akurat przyjść z kolędą.
I po tym całym zamieszaniu- było po prostu świetnie! I się wytańcowałam, i powzruszałam i pewnie będę długo wspominać. :)

A to chwilę przed wyjściem- w takich momentach nigdy nie wychodzą zbyt dobre zdjęcia! ;)





Choć minął już miesiąc prawie notka dopiero teraz, jako że czekałam na dobre zdjęcia. No ale, ile można czekać?!

sukienka- Linea (marka ta co od płaszcza, cos czuje że ulubiona)
buty- Ryłko

czwartek, 29 stycznia 2009

To nie jest...



…zdjęcie mające prezentować ubrania z przemyślanej sesji zdjęciowej. Po prostu, jakiś czas temu pozowałam koleżance do studium postaci (czyli po prostu rysowała mnie). A że zdjęcie ma w sobie kolor i zapach światła, to bardzo je lubię. Zwykle nie chodzę ubrana aż tak barwnie, zwyczajnie dzięki temu łatwiej się jej rysowało. A ten świat kresek, barw fascynuje i cieni fascynuje mnie od dawna. Niestety, nie mam do niego wstępu, ze względu na kompletny brak talentu.



...moda uliczna, tylko moja siostra. Przyjechałam do niej do Krakówka na parę dni, korzystając z ferii szkolnych. Gosia jeśli chodzi o ubrania, to w przeciwieństwie do mnie, lubi klasykę. Znaczy się, ona nazywa to klasyką, dla mnie to styl na „panią z biura”. Ten zestaw który ma na sobie, to jak na Małgosię ubranie bardzo odważne. ;) W każdym razie, w różowych rajstopach jej nie zobaczycie. A, i trzymajcie kciuki, bo sesja jej teraz trwa.



...moja wymarzona biblioteka na ferie. Ale cóż, wyższe cele. Na razie słońce jest dość nieśmiałe, ale jeszcze chwila i kasztany zakwitną...

Ale żeby nie zakończyć ponuro, na drobne przyjemności czas zawsze znajdę! A książki (i wiersze, i wiersze!) pana Dehnela polecam bardzo gorąco!



Aha, a notka taka dlatego, bo wszyscy potencjalni fotografowie znajdują się co najmniej kilkadziesiąt kilometrów stąd. A nie chcialam, żeby blog porósl kurzem. Ale gromadzę łupy, gromadzę. ;)

środa, 21 stycznia 2009

Złapać pociąg na stopa?

Co prawda, tym razem się nie udało, ale podobno nie ma nic niemożliwego. Zdjęcia jak widać robione na dworcu, miejscu szczególnym. Dla mnie to taka brama na świat. Punkt, który choć istnieje na mapie miasta, jest ponad nim. Miejsce, które otwiera drogi do innych niż ta miejska rzeczywistości. To stąd zaczynały się zawsze najpiękniejsze momenty- te wszystkie obozy, biwaki, wypady w góry, wyjazdy na warsztaty taneczne. Większość przygód rozpoczynał charakterystyczny gwizd.
To także miejsce ważne dla tych, którzy na widok tabliczki "stacja Gliwice" czują ukłucie w sercu. Bo ta stacja to dobre miejsce na powroty.

Aby złapać stopa należy:

Stanąć w dobrym miejscu:



Zrobić głupią minę:


I do dzieła!


A, miało być o ciuchach? Bluzka (nie do uwierzenia, kosztowala 1,50 zl!), która spodobała się nawet mojej Babci (a to graniczy z cudem), z bluzką na wierzchu, dzięki czemu rozmiar koszulindy leży jak ulał (zwalone od Anio swoją droga). A dżinsy, jak dżinsy, idealnych poszukuję nadal. I buty w których wcale nie jest ciepło.


Bluzka- szmateks
Koszulka- H&M
Dżinsy- Lee
Buty- Zara