poniedziałek, 11 października 2010

Biały miś


Idealnie wpasowuję się w widoczny ostatnimi czasami na blogach trend zwierzęcy. Były już koty, sowy, jelenie, wiewiórki, wielbłądzie kolory... Ja za to wyglądam jak wielki biały miś. A jak powszechnie wiadomo, białym niedźwiedziom nie łatwo jest robić zdjęcia. Zwłaszcza takim, które cały czas kaszlą i nie chcą stać w żadnej pozowanej pozycji, z racji ogromnych zakwasów po pierwszej w sezonie lekcji tańca. ;)










sweter- szmateks
torebka- od Mamy
buty, rajtki, mini(ona tam jest!)- H&M
łańcuszko-zegarek- Urban Outifitters

zdjęcia- Katherine

piątek, 24 września 2010

Pudry, róże, tiule





Nie wiem co skłania mnie do kupowania i noszenia słodkich, tiulowych, różowych ubrań. Zwłaszcza, że na blogach najbardziej cieszą moje oko zestawienia trochę bardziej 'rockowe'. Może fakt, że przez ostatnie dwa tygodnie biegałam ciągle po górach w bojówkach i ubłoconych trekkingach? Ale cóż- u mnie ciągle pudrowe zdjęcia i do tego jeszcze z ciasteczkowym shakiem w dłoni. Zdecydowanie, stężony roztwór cukru. ;) Na całe szczęście jutro znowu jadę w góry wyglądać byle jak, turlać się po trawie i jeść kozi ser. :)














zdjęcia- Katherine

bluzka- Warehouse
spodenki- Oysho
torebka- Solar
buty- Promod
naszyjnik- Eliwer

sobota, 14 sierpnia 2010

What film?





Piątka dla osoby, która zgadnie po obejrzeniu jakiego filmu (bagatela, pięć lat temu!) zapragnęłam posiadania czerwonej sukienki w paryskim stylu? Perfekcyjną udało mi się znaleźć dopiero teraz, ale za to za cenę wynagradzającą lata poszukiwań. Dodam, że w filmie często padało pytanie z tytułu notki. A poza tym, kiedy kilka lat temu ze szkołą byłam w Paryżu prawie udało nam się pobić filmowy rekord, bo po Luwrze przewodniczka przegoniła nas sprintem, tak że ledwie zdążyłam zobaczyć Mona Lizę.

(Aha, nie myślcie, że to jest strój na co dzień. Oczywiście, że przebrałam się do zdjęcia. Ale jedynym ciekawym elementem mojego codziennego ubioru jest czapeczka do pracy w kuchni marki Pizza Hut- osobiście twierdzę, że inspirowana furażerką z czasów drugiej wojny. ;))









zdjęcia- Kafcia <3

sukienka, opaska- H&M
buty- New Look

środa, 21 lipca 2010

You better bring your own sun sweet girl







Zdjęcia są jakie są; wyglądam, jak wyglądam. Tyle w temacie. Jest za to lans na londyński autobus i Piccadilly Circus. Aha, musicie uwierzyć, że to jest body w granatowo- białe paski. Cóż, nie można mieć całe życie artystycznych zdjęć z rozmazanym tłem, nie? ;)
A tymczasem zostawiłam Londyn i osiadłam na angielskim wybrzeżu. Aktualnie na przemian wyleguję się na plaży, czytam opowiadania Murakami'ego (jak mogłam go odkryć dopiero teraz?), poluję na wyprzedażach, pielęgnuję hobby (polerownie sztućców), tańczę ze zmywarką, lukrowanym głosem odpowiadam na najgłupsze pytania gości restauracji, typu: "Czy macie może pizzę?" (pracuję w Pizzy Hut).
Poza tym w dalszym ciągu nie wiem, czym różni się cider od taniego wina. W każdym razie, wieczorne popijanie cidera, brzmi lepiej niż picie taniego wina.

Miłych wakacji. ;)

body- New Look
spódnica- Terranova
narzutka- Bershka
buty- ??? (kolejne z cyklu 'never ending story', noszę je 4 sezon)

PS- Tytuł posta z tej piosenki.

sobota, 3 lipca 2010

Prownicjonalnie


To niesamowite, że wystarczy wystarczy pojechać 10 minut za miasto i już w "willowej dzielnicy Gliwic" wszystko wygląda zupełnie inaczej- pola całe w chabrach, jezioro, lasy. Takie spędzanie czasu jest naprawdę przemiłą odmianą po ostatnich tygodniach, które spędziłam siedząc głównie z nosem w książkach. Napisałabym, że warto było się pomęczyć, żeby mieć trzy miesiące na słodkie opieprzanie się, ale cóż- za niecałe dwa tygodnie znów emigruję "za chlebem" do Anglii. Więc mogę tylko napisać- drżyjcie angielskie wyprzedaże! A na razie cieszę się pogodą, wygrzewającym się w słońcu kotem i kolczykami z czereśni.











spodenki- H&M
bluzka- szmateks
korale- sfilcowane przeze mnie :)
kapelusz- z szafy Cioci
torebka- Primark <3

zdjęcia- Mme Brzydka

piątek, 18 czerwca 2010

But they sound like a million colours in your mind








Od niedawna jestem absolutnie zakochana w Chopinie. Ostatnio towarzyszy mi stale: w tonacji molowej, kiedy twardo próbuję się uczyć, a durowej gdy relaksując się śmigam na rolkach wokół Błoni. Stąd właśnie zdjęcia z fortepianami. Dopiero niedawno zorientowałam się, że są częścią większej akcji "Chopin w mieście", która bardzo, bardzo mi się podoba. Już nie mogę doczekać się dalszych części programu. :)
A tymczasem część zdjęć czarno-białych jak klawisze, a część kolorowych jak muzyka.









Pozostając w klimacie okołomuzycznym- jedno z moich ulubionych miejsc w Krakowie- taras Akademii Muzycznej. Niestety ostre słońce uniemożliwiło zrobienie zbyt wielu zdjęć, ale naprawdę warto tam się wybrać. (Na tym tarasie ustawione są stoliki, jest tam restauracja)




Za zdjęcia ślicznie dziękuję Jaśkowi! :)

body- Pull&Bear
spodenki- Oysho
rzymianki- od górali!
perełki, torebka- zabrane Mamie

PS A jakby kto pytał, co mi ostatnio chodzi po głowie, to właśnie to. To tempo, to tempo!



A swoją drogą- szukam jakiś jazzowych interpretacji- jeśli ktoś chciałby podrzucić coś ciekawego to proszę się nie krępować! :)

Edit 27.06- Właśnie zorientowałam się, że jest coś takiego, jak Bloglovin i może być to przyjemne i pożyteczne i pozwala zaoszczędzić trochę czasu. (Wiem, ma się ten refleks ;P). Jak chcecie to też możecie mnie obserwować!

sobota, 5 czerwca 2010

Koniaków. ;)

A oto ostatnia relacja związana z kampanią "Śląskie- Pozytywna Energia". Jak widać czego jak czego, ale pozytywnej energii u mnie nie brakuje. Oto Kokarda w wersji ruszającej się i gadającej (i powiedzmy że 'grającej'). Wszelkie usterki proszę wybaczyć- małe problemy ze sprzętem. ;)

A teraz, krótko powiem o tym, czego nie widzicie. Przemiłą panią Zuzannę Gwarek spotkałam w Izbie Pamięci Marii Gwarek, czyli Muzeum Koronki. Warto odwiedzić to miejsce żeby poznać historię koronek w Koniakowie, pooglądać przepiękne dzieła, czy kupić sobie coś na pamiątkę. Ja nie mogłam oczywiście odmówić sobie kolczyków (takie cudeńka tylko za 10 zł!). W Muzeum nie znajdziecie jednak koniakowskich stringów, to miejsce w którym rządzi raczej tradycyjne podejście w kwestii koronek. ;) Aby zwiedzić to miejsce, należy wcześniej zadzwonić. Następnie wybrałam się do Chaty na Szańcach prowadzonej przez Tadeusza Rudzkiego, bardzo przemiłego pana, który próbował nauczyć mnie jak posługiwać się kołowrotkiem. Oprócz tego można obejrzeć rzeźby, malarstwo i oczywiście kupić pamiątki (w tym słynne koniakowskie stringi).

Warto także zajrzeć do Góralskiego Sklepu- raj dla miłośników folkloru. Nie potrafiłam zdecydować się co mi się bardziej podoba- kolczyki, bransoletki, naszyjniki... A na koniec najlepiej przekąsić oscypka! :)



PS- Mam na sobie bluzę z Zary, tak w ramach szafiarstwa. ;)
PS 2- A z Koniakowa bardzo blisko jest do najwspanialszej chatki studenckiej na świecie- na Pietraszonce. Huśtawka przy kominku, herbata z cynamonem, cudowne chwile przy dźwięku gitary i tamburyna, granie w scrabble przez pół nocy, polecam! :) Tutaj można zobaczyć kiedy jest czynna.