

Będąc osobą bardzo emocjonalną, większość pozornie zwyczajnych przedmiotów czy ubrań, ściśle wiążę z jakąś historią, emocjami, wspomnieniem. Na przykład:
Spódnica(Terranova)- był piękny słoneczny dzień, wczesna wiosna, postanowiłam wybrać się do biblioteki. Do celu owszem doszłam, ale już wymachując radośnie reklamówką z tą oto kiecką i pewną bluzką.
Broszka kokarda (Miss Selfridge)- wchodzę do sklepu (jak zwykle "tak tylko pooglądać") mając w portfelu 3 funty, które to miałam zamiar przeznaczyć na obiad. Widząc magiczny napis "sale" na etykietce broszki nie mogłam sobie odmówić. Czułam się jak 100 procentowa Carrie Bradshaw (wspominająca kupowanie Vogue'a zamiast obiadu, jako że czuła się bardziej nasycona duchowo)
Balerinki (Ryłko)- kupione gdzieś w 2 gimnazjum, pamiętam co mówił wtedy mój Tat: "Będziesz miała te buty jak znalazł na egzamin gimnazjalny. O, albo nawet na maturę!" Doskonale znając moje możliwości jeśli chodzi o ekspresowe niszczenie butów mogłam potraktować to tylko jako dobry żart. Ale muszę powiedzieć, że bardzo dobrze mi się w nich tą maturę pisało, miły odpoczynek po obcasach. Solidna firma.
Rajstopy- wynik odkrycia roku- moda naprawdę służy ludziom. Nie chciałam ich wyrzucać, kiedy zrobiło się oczko, naprawdę mam do nich zbyt duży sentyment. Postanowiłam więc stać się ofiarą mody i paradować w podartych rajtkach.
A bluzka?- właściwie tylko tyle, że to była chyba pierwsza rzecz ze szmateksu, o której nie usłyszałam od Mamidła "Ja Cię błagam, Ty wyrzuć te szmaty!" ;)


Aha, część szafiarek ma koty, znana skądinąd Agathe ma śliczną świnkę. Te stworzenie to mieszanka.
Za zdjęcia dziękuję Pączkowi! :)